Historia „Szadółek”

SZADÓŁKI 14-15 LAT TEMU (w 2005-2006 roku)
[materiał uzyskany dzięki uprzejmości pani Magdaleny Nowickiej]

Oczami mieszkańca, malarza Tomasza Steifera

W 1989 roku, przy ul. Jabłoniowej w Szadółkach, osiedlił się, pochodzący z Warszawy artysta malarz Tomasz Steifer. Tu wśród życzliwych i uczynnych ludzi oraz niezwykle urokliwej przyrody wybudował swój dom, z którego okien rozciągał się wspaniały widok – jak mówił – w pogodne dni widać było zarys zamku w Malborku czy przedmieścia Elbląga. Pan Tomasz nie wyobrażał sobie życia w innym miejscu, a tym bardziej powrotu na stałe do Warszawy. Ubolewał jednak, że okoliczne tereny obrastają osiedlami i z tęsknotą wspominał spacery do Zakoniczyna lub Kowal ze swoimi dwoma psami biegającymi luzem po okolicznych polach.

Jak opowiadał, zafascynowała go, starego mieszczucha, tutejsza otaczająca przyroda. Zachwycały go wspaniałe wiekowe drzewa. Z przyjemnością opowiadał o swoich bliskich spotkaniach z sarnami, borsukiem, kuropatwami, które przed zamiecią schroniły się pod drzwiami domu. Lubił obserwować zachowania dzikich ptaków, jakich w okolicy było pod dostatkiem – czaple, żurawie, myszołowy, bociany, błotniaki, czajki, perkozy i wiele, wiele innych mieszkańców okolicznych pól i oczek wodnych. Zdarzało się, że tutejsze dzieci przynosiły mu znalezione ranne ptaki, na przykład jastrzębia ze złamanym skrzydłem.

Piękno tutejszych pól pełnych kwitnących maków przyciągało malarzy pejzażystów malujących w plenerze. Ze sztalugami odwiedzał ten zakątek Gdańska p. Wojtek Górecki czy prof. Czesław Turnielewicz. Czasami, jak się opowiadał p. Tomasz, i on dał się porwać kolegom i we trzech, latem, rozkładali się ze sztalugami przy ul. Leszczynowej wzbudzając tym pewną sensację wśród przejeżdżających.

Gdybym miał przed domem blokowisko mówił p. Tomasz to na pewno malowałbym ponury surrealizm. Na szczęście, to co mam wokół siebie nastraja mnie optymistycznie. Odpoczywam chodząc na spacery i odkrywając tajniki przyrody. Szkoda, że z powodu rozbudowy miasta i zabudowy okolic już wkrótce zniknie z tutejszego krajobrazu wiele gatunków zwierząt, ptaków czy roślin. Martwię się i przejmuję tutejszymi problemami. Żal mi oryginalnego z przełomu XVIII i XIX w. dworku w pobliskim Rębowie, który z roku na rok coraz bardziej się rozpada. Za to wybudowano w tym roku (2005 r.) przy ulicy Przywidzkiej centrum handlowe, a przebiegająca przez Szadółki cicha ul. Jabłoniowa ma się stać już wkrótce ruchliwą dwupasmową ulicą, dzieląc spokojną wieś na dwie części. Wszystko się zmienia.

Tomasz Steifer interesował się również historią Szadółek oraz losami byłych i obecnych jego mieszkańców. Zebrane informacje zamieszczał na swojej stronie internetowej. Pasjonowały go również fragmenty starej ceramiki, zabawek znalezione na pobliskich polach. Różne starocie znosili mu również zbieracze z niedalekiego wysypiska śmieci. To te stare bibeloty, szpargały, książki były przez artystę najchętniej umieszczane na obrazach. Wnikliwe poznanie technik dawnych mistrzów i własne żmudne doświadczenia pomagały mu w tworzeniu kopii albo raczej pastiszów dawnego malarstwa utrzymanego w klimacie i stylu tamtych czasów.

Tomasz Steifer (ur. w 1955 r., zm. w 2015 r.) polski historyk, malarz i heraldyk, studiował na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego i uzyskał dyplom z historii książki w Instytucie Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej. Ukończył również Wydział Konserwacji Dzieł Sztuki Warszawskiej Akademii Sztuk Plastycznych i uzyskał dyplom z konserwacji starych druków i grafiki.

14 lat temu, w 2006 roku, tak napisał o Szadółkach i jego mieszkańcach:

 Tomasz Steifer – TROSZKĘ HISTORII

(Dzwonek Jasieński Nr 2/2006)

Mało wiadomo o historii Szadółek, dlatego z zaciekawieniem zbieram ślady historii wydobyte z wykopów i z zaoranej ziemi. Szczątki ceramiki, skorupy ostryg, kawałki potłuczonych fajek, zabawek, figurek przybliżają nam nieco dawnych mieszkańców tej wsi. Bardzo wiele czeka na wyjaśnienie, niektórych tajemnic pewnie się nie rozwiąże – intrygująca np. jest znalezisko fajki z symbolami masońskimi w ziemi miejscowego gospodarza.

Najstarsze ślady bytności człowieka w tym rejonie zidentyfikowano w trakcie badań archeologicznych terenu pod osiedle w Rębowie. Zlokalizowano kilka czasowych siedlisk z okresu lateńskiego (V–I w. p.n.e.). Prawdopodobnie mieszkańcy obozowisk byli związani z kulturą pomorską, która pozostawiła w okolicy, zwłaszcza w Otominie, liczne dobrze rozpoznane archeologicznie ślady bytności. W IX wieku powstało w pobliskim Otominie grodzisko stanowiące do końca X w. prawdopodobnie ośrodek lokalnej władzy. Temu anonimowemu pomorskiemu władyce podlegały zapewne tereny obecnych Szadółek.

Od XI w. dominującą rolę obejmuje szybko rosnący Gdańsk i z nim wiążą się dalsze dzieje naszej wsi. Pierwsza historyczna wzmianka o Szadółkach to nadanie już istniejącej wsi „Schedirwicz” gdańskiemu Szpitalowi Św. Ducha przez Wielkiego Mistrza Krzyżackiego Luthera von Braunschweig w roku 1333. Nazwa miejscowości pojawia się w następnych latach w różnych formach: Schederkaw – 1334, Schiddelkow – 1485, 1546, Czidelekow – 1780, Schiiddelkau – 1790.

W poł. XVIII w. w okolicy Szadółek i Rębowa kopano bursztyn, za co okoliczni mieszkańcy musieli płacić miastu od 100 do 160 guldenów rocznie. Od 1774 r. eksploatacją jantaru trudnili się trzej gdańscy Żydzi. W czasach wojen napoleońskich w okolicach Szadółek kwaterowały wojska cesarskie, m.in. pod Zakoniczynem i Nynkowem (dziś Jasień), gdzie znajdowały się kwatery sztabu jednej z dywizji, zaś w czasie oblężenia Gdańska w 1813 r. w Szadółkach znajdowały się stanowiska artylerii rosyjskiej, pod Zakoniczynem stał oddziały gen. Jarloffa, w Jasieniu był główny magazyn prochu.

Według „Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich” w 1885 roku Szadółki, niem. Schneddelkau były wciąż wsią szpitalną należącą do połączonych szpitali św. Ducha i św. Elżbiety w Gdańsku i podlegały parafii katolickiej św. Józefa w Gdańsku, posiadały szkołę elementarną, i liczyły w 1885 r. – 32 dymy, 430 mieszkańców – pół na pół katolików i ewangelików, 9 gburskich posiadłości i 3 zagrody.

Niewiele wiem o Szadółkach z okresu międzywojennego. Znalazłem spis mieszkańców Gdańska, z 1928 r., ze spisem mieszkańców ówczesnych Schiiddelkau. Kilka informacji przekazali mi najstarsi mieszkańcy Szadółek, zwłaszcza śp. pan Wacław Plichta, jeden z pierwszych powojennych osiedleńców, pamiętający Szadółki z okresu przedwojennego. Według tych informacji w zrujnowanym dziś ceglanym domu obok stawu w środku wsi mieścił się rzeźnik, na miejscu obecnego domu państwa Plichtów i części sąsiedniej posesji państwa Kielińskich, przy zakręcie ul. Jabłoniowej, stał duży dwór chłopski (bauernhoff), w czasach hitlerowskich mieszczący lokalną komórkę NSDAP i ozdobiony na szczytowej ścianie wielką, cementową „gapą” . To nazistowskie godło, zrzucone ze ścian po wyzwoleniu, straszyło ponoć swymi resztkami dość długo na terenie posesji.

Tragedie wojenne nie ominęły mieszkańców Szadółek. Na folwarku w Rębowie pomiędzy 7-18.10.1939 r. pracowało Aussenkommando więźniów KZ Stutthoff. Więźniem Stutthoffu był też wspomniany pan Plichta. W głębokim parowie Potoku Oruńskiego, pomiędzy Szadółkami i Rębowem, chroniła się ponoć przed nalotami okoliczna ludność. Podobno nie było to najlepsze schronienie, ze względu na ulokowane w pobliżu baterie FLAK. Do dziś częstym znaleziskiem nad brzegami strumienia są niewybuchy, zresztą nie bomb lotniczych, a głównie granatów moździeżowych. Według relacji p. Plichty, za posesją państwa Stromskich, na polu przy ul. Jabłoniowej pochowana jest rodzina miejscowych gospodarzy zastrzelonych przez żołnierzy radzieckich. Nie wiadomo, czy w wyniku pomyłki, czy była to zbrodnia wojenna. W każdym razie pamięć o mogile trwała długo i nowi mieszkańcy Szadółek jeszcze kilkanaście lat po wojnie mieli tam składać kwiaty i palić światełka w Zaduszki.

Po wojnie w Szadółkach osiedlili się nowi mieszkańcy – Kaszubi z położonych trochę dalej wiosek oraz górale z okolic Limanowej.

W ostatnich latach budują tu domy mieszkańcy Trójmiasta, czy jak ja – emigranci z Warszawy. Dzisiejsze Szadółki przestają być wsią rolniczą, kilka lat temu jeszcze w prawie każdym gospodarstwie były krowy, świnie, drób, było we wsi kilka koni. Teraz niestety nie można już kupić u sąsiada pysznego mleka prosto od krowy ani świeżych jajek. Działalność rolnicza mieszkańców ograniczyła się do ogródków przydomowych, uprawy truskawek i niknących sadów. Powoli malownicza wieś zmienia się w typowe wielkomiejskie przedmieście.

Tomasz Steifer – SZADÓŁCZANIE

(Dzwonek Jasieński Nr 1/2006)

Szadółki są osadą mieszkalno-rolniczą położoną na Wysoczyźnie Gdańskiej, pomiędzy Jasieniem i Kowalami, przy drodze do Kolbud i Otomina (ul. Jabłoniowa), około 12 km od centrum miasta. Obecnie dzielnica Gdańska, do niedawna funkcjonowała jako wieś sołecka miasta Gdańska.

Niewiele wiemy o dawnych mieszkańcach Szadółek. Większość przedwojennych mieszkańców, tuż przed końcem wojny, została wygnana rozkazem władz hitlerowskich. Nieliczni, którzy zostali i przeżyli działania wojenne, wyjechali lub zostali wysiedleni wkrótce po wojnie. Nazwiska osób zamieszkałych w Szadółkach i Rębowie podaje spis z 1928 r. O ile mi wiadomo, pozostała tu tylko jedna rodzina – państwo Wandke – która może poszczycić się pochodzeniem od przedwojennych gospodarzy z Szadółek.

Większość nowych osadników przybyła w początku lat 50 – albo z bliska lub z nieco dalszych rejonów Kaszub – są to rodziny państwa Bobrowskich, Kielińskich, Korpików, Plichtów, Prusików, Szmidke, Stromskich, bądź z daleka, z Podhala, z okolic Limanowej – są to rodziny państwa Browarczyków, Jarosików, Kaimów, Rakoczych i Smoleniów.

Późniejsi przybysze to moja rodzina, Steiferowie – ja z Warszawy, a żona – gdańszczanka, urodzona w Świnoujściu, oraz rodziny państwa Sikorskich, Cieszyńskich, Grzechników, pochodzący z różnych dzielnic Trójmiasta.

Prowadząca lokalny sklep rodzina państwa Hanemannów, choć nie mieszka w Szadółkach, to jest blisko z nami związana, czemu daje wyraz uczestnicząc w lokalnych uroczystościach, świętach, pogrzebach – to potomkowie osiadłych na Żuławach mennonitów.

Mieszkam tu od 16 lat i chyba wystarczająco poznałem sąsiadów, aby wystawić im opinię. Znam ich jako ludzi uczciwych, pracowitych, życzliwych. Większość nie odpowiada stereotypowi „wieśniaka”, co łatwo sprawdzić w rozmowach na wszelkie tematy, od historii przez kulturę i sztukę, a na polityce kończąc. Ja sam znajdowałem wielką przyjemność z rozmów zwłaszcza ze starszymi mieszkańcami o jasnych umysłach i posługującymi się piękną polszczyzną. Moi sąsiedzi nie pasują też stereotypu rolnika przez swój stosunek do zwierząt. Wiele razy dzieci z sąsiedztwa przynosiły mi ranne ptaki, nawet z narażeniem własnego zdrowie – jak w przypadku młodego jastrzębia. Niektórzy mieszkańcy przygarniają wyrzucane z samochodów psy, które już się znudziły cywilizowanym właścicielom. Zachowanie mieszkańców przeczy też obiegowym poglądom o braku tolerancji tubylców – nie ma wśród nich ostracyzmu.

Sytuacja zawodowa i ekonomiczna Szadółczan jest różna. Szczególnie ciężko było po upadku stoczni, jako że wielu dorabiało do gospodarstw pracą w tym największym gdańskim zakładzie. Teraz sytuacja wielu rodzin poprawiła się w związku ze wzrostem cen działek, a niektórzy zajęli się z powodzeniem własnym biznesem, często związanym z obrotem surowcami wtórnymi.

Osobną grupę ludzi związanych z Szadółkami stanowią zawodowi zbieracze złomu, przeczesujący pobliskie wysypisko śmieci, zwani często, niezbyt ładnie „wampirami”. Tak zwanych porządnych obywateli odrzuca od nich ich niechlujny strój roboczy, zapach wysypiska śmieci, twarze często naznaczone śladami trudnego życia i tragedii. Ale tworzą oni ważny element w życiu Szadółek, są zamkniętą, egzotyczną grupą, rządzącą się swoimi prawami i posiadającą duże poczucie honoru i godności.

Mimo że niektórzy z nich mają kryminalną przeszłość, to nie słyszałem żeby pozwolili sobie i innym na kradzieże w swoich Szadółkach. Przeciwnie, zdarzało się nawet, że przeganiali „obcych z miasta”, którzy zbytnio interesowali się sąsiedzkimi posesjami pod nieobecność właścicieli .

Trzeba też pamiętać o bardzo ważnej roli, jaką ci ludzie pełnią – może warto by jakiś ekonomista wyliczył, jakie oszczędności kraj im zawdzięcza wskutek ich wkładowi w recykling. Ile ton złomu kolorowych metali przenoszą rocznie na steranych plecach, w workach – złomu, który w innym przypadku bezpowrotnie pozostałby zagrzebany w śmieciach miejskiego wysypiska.

Wielu z nich ma niezwykle barwne życiorysy, mogące stanowić kanwę powieści czy scenariusza, jak życiorys „Świrka”, autentycznego wnuka rabina, czy nieżyjącego już sybiraka Iwana. Większość tych życiorysów jest tragiczna, więc nie osądzajmy czasem zbyt łatwo ich sposobu życia.

Barwną postacią był człowiek żyjący na pograniczu świata mieszkańców Szadółek a świata „wampirów” – śp. Jan „Mirek” Sawicki, znany jako ,,Kultura”. Kiedyś podobno właściciel prosperującego warsztatu samochodowego, ale wskutek tragedii rodzinnych popadł w alkoholizm – żyjący na skraju nędzy, postawił sobie z pomocą przyjaciół domek, jakby żywcem wzięty ze slumsów amerykańskich, z tektury, sklejki, desek, przygodnych materiałów. Stąd pochodził żart, że Szadółki mają własny Dom Kultury.

„Kultura” najczęściej mniej lub bardziej „wstawiony” stanowił nieodłączny element pejzażu Szadółek. Zwykle wesoły, nieagresywny, zawsze chętny do pomocy. Należał do zanikającego już typu kloszardów mających swoiste poczucie honoru i godności. Za otrzymywane czy wyżebrane wsparcie kilkoma złotymi zawsze starał się zrewanżować, tak jak umiał, czy sprzątaniem, pomocą w pracach gospodarskich, przyniesieniem jakiegoś ciekawego „zabytku” z wysypiska śmieci. Czasami, gdy udało mu się wytrzeźwieć na trochę, potrafił zadziwić swoim kunsztem blacharza samochodowego, istnej złotej rączki – stąd przezwisko „Kultura”. Gdy ciężko się rozchorował cała społeczność Szadółek, ze „sklepową” panią Ulą i śp. panem Kaimem, sołtysem na czele, pośpieszyła mu z pomocą. Jedni kupowali lekarstwa i opłacali wizyty lekarza, inni trochę nielegalnie podłączyli prąd w Domu Kultury, jeszcze inni nosili węgiel, obiady, kołdry i ubrania do jego chatynki. Na pogrzebie tego niepozornego pariasa lokalnej społeczności była prawie cała wieś.

autor: Magdalena Nowicka